Koniec Roku nadchodzi. Kolejnego pełnego niesamowitych przygód i przeżyć.
Lubię pisać te swoje podsumowania roku, dzięki nim uzmysławiam sobie, jak piękne życie prowadzę... Będąc ciągle w drodze nawet śladowo tego sobie nie uświadamiam. Dopiero, jak zasiądę, powspominam, pomyślę, uzmysławiam sobie, że udaje mi się, bezustannie, prowadzić życie, o jakim marzyłem. Od małego urwipołcia, zaczytującego się w książkach podróżniczych, poprzez bardziej świadomego pochłaniacza podróżniczej literatury, aż po doświadczonego podróżnika, który dotknął podróży w najpełniejszy możliwy sposób... Błogosławieństwem jest danym żyć marzeniami, żyć życiem zgodnym z marzeniami. Jestem wielkim szczęściarzem i zawsze podkreślam to głośno, że mnie się to udaje. Żyję w podróży, żyję z podróży i żyję dla podróży...
Mijający już 2025 rok znów wpisuje się w katalog tych najpiękniejszych podróżniczo lat mojej bardzo już długiej podróżniczej przygody, będąc jednym z najpiękniejszych, najbardziej obfitych podróżniczo ze wszystkich. Dość powiedzieć, że w podróży byłem około 2️⃣6️⃣0️⃣ dni, w zasadzie
70 % w roku w bezustannej podróży. Odbyłem w tym czasie 6️⃣3️⃣ loty, co stanowi rekordowy pod tym względem rok. Odwiedziłem 2️⃣8️⃣różnych krajów Świata, w tym kilka nowych, nie znanych mi do tej pory. Pierwsze pełne 4 miesiące roku spędziłem w Ameryce Południowej, gdzie przemierzałem ziemie cudownej Patagonii w
Chile i
Argentynie, odwiedziłem też
Brazylię, Ekwador, Kolumbię, Peru, Paragwaj. Następnie przez
Europę, gdzie wpadłem na krótko do
Włoch i Watykanu, przerzuciłem się do
Afryki, gdzie w trakcie wojaży safari autem przejechałem przez
Zambię, Zimbabwe, Botswanę, RPA i Eswatini. Czerwiec to czas krótkiego pobytu w
Europie, gdzie w tym czasie odwiedziłem
Polskę, Czechy, Słowację, Mołdawię czy Austrię. Lato spędziłem tradycyjnie już w mojej ulubionej
Indonezji. By następnie poprzez Europę (wizyty w Polsce i Czechach) znów wrócić do
Ameryki Południowej (znów Ekwador i Peru). Jesień to krótki wyskok na półwysep Arabski, gdzie po raz pierwszy było mi danym odwiedzić
Kuwejt i Arabię Saudyjską. Od połowy listopada znów uciekłem na całą zimę, aż do kwietnia, do Ameryki Łacińskiej. Po wizytach w
Gwatemali i Hondurasie, ostatni miesiąc roku spędzam na
Karaibach, gdzie było mi danym wizytować wyspy
Saint Martin/Sant Marteen, Gwadelupę, Dominikę, Martynikę i obecnie Saint Lucię. Uff, sporo się tego uzbierało..
Był to
rok, który pozwolił mi spełnić szereg moich podróżniczych marzeń :⏩w końcu, po odwiedzinach słynnego Jezuska z Rio de Janeiro,
udało mi się skompletować listę 7miu Nowożytnych Cudów Świata,⏩przekroczyłem, teraz nawet już znacznie,
listę 1️⃣0️⃣0️⃣ odwiedzonych krajów Świata. Nigdy nie było to jakimś moim wiodącym celem. Bardziej skupiam się na eksploracji niż zaliczaniu Świata, co jak zauważam ostatnimi czasy, stało się wielce modnym. W mijającym roku po 17 latach bezustannej podróży przez Świat w końcu udało mi się przekroczyć tę symboliczną cyfrę odwiedzonych krajów,
⏩ zakolorowałem na zielono mapę krajów Ameryki Łacińskiej. De facto poza Haiti, udało mi się odwiedzić je wszystkie,
Był to rok, który pozwolił mi zobaczyć wiele z miejsc, o których niegdyś śniłem, o których marzyłem. Rok, który pozwolił mi spenetrować, i to dosyć znacznie, turystycznym butem osławioną Patagonię. Który pozwolił mi być i to nawet trzykrotnie w jednym z najbardziej bogatych przyrodniczo miejsc Świata, na słynnych Wyspach Galapagos. Rok, w którym aż dwa razy podziwiałem majestat inkaskiego Macchu Picchu, kolejnego z wielu, niegdyś zdałoby się niedoścignionych marzeń, dziś miejsca wizytowanego nader często. Spojrzałem w majestat niesamowitych, topowych w skali światowej wodospadów – Iguazu czy Wiktorii. Rok, w którym odbyłem self safari przez 5 krajów Afryki, tropiąc zajadle obiektywem aparatu dzikiego zwierza. Był to rok, w którym kilkunasty już raz mogłem stanąć twarzą w twarz z osławionymi smokami z Komodo. Wielką frajdą było dla mnie oglądanie na żywo piłkarskich derbów Rzymu. Podobnież wizyta w nabatejskim mieście Hegra w Arabii Saudyjskiej. Z chęcią kolejny raz wróciłem, by zagłebić się w tajniki świata Majów w Ameryce Centralnej.
Oj, można by pisać...
Ze swej strony dziękuję tym wszystkim osobom, które w jakiś sposób pomogły mi spełniać moje podróżnicze marzenia, Dzieliły ze mną podróżniczą dolę, inspirowały, przecięły drogę. Tym wszystkim którzy trzymali kciuki, kibicowali, dzielili się miłym słowem. Czasem nawet małe gesty, miłe słowo, pozwalają być iskrą do osiągania marzeń i celów. Dzięki Wam mogłem tę swoją piękną podróżniczą pasję rozwijać i kontynuować. Dziękuję...
Jednocześnie, korzystając z okazji chciałbym wszystkim, również społeczności geoblogowskiej, życzyć Wszystkiego Najlepszego w Nowym 2026 Roku, czasu na refleksję, na próbę znalezienia własnej drogi, wyhamowania w pędzie dzisiejszego Świata, krzty minimalizmu w życiu. Na zrozumienie że słowo kiedyś, później, ulubione słowa wielu, może nie nadejść, że na wiele rzeczy może już być tak zwyczajnie za późno...Spieszcie się kochać życie, ono tak szybko przemija...