Ledwo co wróciłem z wielomiesięcznych wojaży po Ameryce Łacińskiej, a już się sposobię ku kolejnym eskapadom po tym kontynencie. Krótki pobyt w Europie bynajmniej nie minął leniwie. Nie usiedziałbym na dupie... Przeciwnie, pojeździłem motorem po południowych Morawach (może uda się i o tym wspomnieć.) Byłem też na okołoweekendowym city breaku w bułgarskiej Sofii, nad którym to obecnie się pochylę.
Plany na odwiedziny tego miasta i okolic były ambitniejsze. Niestety czas świąteczny tamże (prawosławna Wielkanoc), sprawił że szereg atrakcji było zamkniętych lub dostanie się do nich było utrudnione. Odpadł więc unesco-wski Monastyr Rylski, czy też tamtejsze piękne jeziora Rylskie.
Sama
Sofia jakoś nadzwyczajnie mnie nie zachwyciła. Porównując choćby do później wizytowanego Wilna, wypadła wręcz blado. Tutaj ciągle jeszcze obecny jest duch socjalistycznej przeszłości, a betonowe relikty brutalizmu mają się dobrze... Miejskim zarządcom chyba z tym dobrze, bo jakoś zaawansowanych ruchów ku zmianie tego stanu nie sposób zauważyć... Z atrakcjami podobnież tu na bakier. Kilka ciekawych obiektów, zwłaszcza o charakterze religijnym na czele ze słynnymi
Soborem Aleksandra Newskiego, Rotundą Św.Jerzego czy Cerkwią Bojańską, całkiem ciekawy deptak miasta z czarującym widokiem na szczyt Witosza.
Sofia mnie nie oczarowała, więc pewnie na jednej wizycie poprzestanie...
Czas na zdecydowanie atrakcyjniejsze kierunki...