Geoblog.pl    milanello80    Podróże    Azja 2013/2014 (Filipiny, Singapur, Bangladesz, Indie)    Powroty są trudne ...
Zwiń mapę
2014
14
mar

Powroty są trudne ...

 
Polska
Polska, Warszawa
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 31499 km
 
Oj tak, tak. I to bardzo...Powroty są bardzo trudne. Z każdym rokiem uświadamiam to sobie z coraz większym natężeniem.
Przysłuchuję się rozmowom rodaków lądujących tym samym samolotem w Warszawie. Utyskują po raptem jedno lub dwutygodniowych powrotach. Cóż mam powiedzieć ja, wracający po 4 miesiącach, po jednej trzeciej roku, spędzonej w kompletnie odmiennym świecie. Kolejnej, której to już zimie, spędzonej w świecie diametralnie innym niż ten nasz. Cztery miesiące to szmat czasu. Przeżyłem taką masę cudownych przygód, że można byłoby książkę napisać.
Cztery miesiące... Ludzie się żenili, umierali, najczęściej żyli jednak pochłonięci normalnością. Normalnością przed którą próbuję uciekać. Światem, w którym wykładnikiem sukcesu jest zasobność Twojego portfela, światem w którym sąsiad patrzy z większym szacunkiem na tego, który buja się fajną bryką. Światem, w którym połysk nadany gównu, przepraszam za porównanie, oddziaływuje na świadomość stokroć wyraźniej niż zaprószone złoto.
Czy miałem lepiej. Pewnie nie. Czy gorzej. Pewnie nie. Wszystko zależy, jak na to spojrzeć. Wszystko zależy od konstrukcji psycho-fizycznej danej jednostki. Są tacy, którzy nie wyobrażają sobie życia na wariackich papierach, którym najmilej w domowych pieleszach, którym rozgrzany piec pomaga zapomnieć o niedogodnościach zimy, którym nie w smak przemierzanie nieznanych ziem, spanie w zawilgoconej pościeli, noszenie brudnych ciuchów. Poruszają się w swoim świecie, w którym ciężko się zgubić. Podażają śladem stada, zbytnio nie wyzbywając się stadnych instynktów.
Postanowiłem uciec od malkontenctwa, narzekania, odłożyć próbę porównywania tych światów na bok. Byłbym nieobiektywny. Stęskniłem się za rodziną, znajomymi, własnym mieszkaniem. Z drugiej strony, niedługo po rozpakowaniu, chciałoby się ponownie założyć plecak na drogę i ruszyć do Azji, miejsca tak bliskiego sercu. Ot, typowy syndrom podróżnika. Osoby, której stagnacja i rutyna zabija część osobowości. Człowiekowi ciągle bliżej do świata dziecięcych marzeń, świata kolorów, zapachów i smaków. Szaroburość, normalność, go przerasta, może nie dorósł do tego świata, może jest nieodpowiedzialny, niedojrzały emocjonalnie. A może po prostu nie godzi się na wartości mu stadnie wpajane. Może nie w smak mu ten cały wyścig szczurów, materialny pęd ku szczęściu, konsumpcyjny szał, czas skracający się niczym sprany tshirt?
Jedni powiedzą, że uciekam. Ja powiem, że gonię. Gonię świat, który coraz bardziej odchodzi do lamusa. Świat starych wartości, serdecznego uśmiechu, świat ludzi bogatych duchowo. Świat zgoła odmienny od tego, w którym się wychowałem. Logika zysku i tam coraz dobitniej wkracza, sierp materializmu wyżyna niepieniężne wartości. Miejsca, których szukam coraz bardziej się kurczą. Coraz ciężej je gonić... A mimo to podejmuje próbę... Wolę przedzierać się przez dżunglasty interior, pokonywać odległości zasyfionym bangladeskim, ledwo zipiącym autobusem, siedzieć na dachu filipińskiego jeepneya, przemierzać indyjskie ulice, pełne krowiego łajna, żyjąc w przekonaniu, że jeszcze gdzieś tam uda mi się dogonić ten świat...

Nie będę narzekał na pogodę. Naszych szerokości geograficznych nie idzie zmienić. W dodatku w tym roku zima zdecydowanie przychylniejszą była. Pamiętam, jak wracając ubiegłej zimy, odbyłem przeskok z borneańskich plus 30 C do naszych minus 20 C. Pamiętam trudności aklimatyzacyjne, znużenie, stany depresyjne, problemy z dostosowaniem się do naszych warunków pogodowych.

Wracam pociągiem. Chciałoby się poopowiadać niejedną kolorową, barwną historię z czteromiesięcznej włóczęgi. Porozprawiać o innym świecie, bliższym sercu. Łapię się za język, pewnie odebrano by mnie za bufona, może bajkopisarza. Gościa o przerośniętym ego, skorym do konfabulacji. Tkwię w ciszy, zalegającej w wagonie. Nasze czasy sprawiają, że coraz rzadziej znajdujemy nawet chęć do bezinteresownej rozmowy. Wszyscy milczą. Coś nie do pomyślenia w Azji. Tam pociąg tonie od zapachów, rozmów, uśmiechów. Kolejny prztyczek w świat okcydentalnych wartości, który uświadamiam sobie empirycznie.

Wiele bym stracił, gdyby nie było mi już danym odbyć podróży do tego innego świata. Jakże uboższym byłoby moje życie. Jakże uboższym byłbym ja, gdyby odebrano mi kredki, którymi staram się kolorować ten świat. Jadąc do Azji corocznie na nowo uczę się wiary w człowieka. Doświadczam jak bogatymi duchowo potrafią być ludzie materialnie ubodzy. Ludzie w świecie kultu materialnego sukcesu, w świecie zachodu, odbierani niezbyt pozytywnie. Z biegiem czasu, ze zdobywanymi doświadczeniami zauważam, jak ewoluuje moja osobowość. Jak zaczynam sobie uświadamiać, co w moim życiu jest ważne. Jak liczba zer na koncie nijak się ma do stopnia szczęśliwości.
Może dlatego tak ciężko mi się wraca, może dlatego tak trudne są te moje powroty...
Kiedyś nie wrócę...
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (8)
DODAJ KOMENTARZ
zula
zula - 2014-04-10 17:41
Napisałeś już książkę...
Przepięknie się czyta a przemyślenia są na wagę złota!
Dziękuję za moją wyprawę po Azji ... była cudowna !,
pozdrawiam
 
vviolek
vviolek - 2014-04-10 20:01
Świetnie to ująłeś! Dzięki za kolejną świetną relację!
Do następnej...
 
stock
stock - 2014-04-10 21:59
A mnie się ten ostatni wpis nie do końca podoba, nie uciekłeś za bardzo od utartych wśród podróżników schematów myślowych. Nie trzeba jechać na koniec świata, żeby znaleźć ludzi niepochłoniętych materializmem i nieprzesiąkniętych instynktem stadnym (który, notabene, jest raczej jeszcze większy w tych zapomnianych miejscach). Takich ludzi jest wielu i w Polsce, kwestia doboru osób, którymi się otaczamy.
 
milanello80
milanello80 - 2014-04-10 22:19
Masz rację. Swoim wpisem chciałem zresztą wywołać dyskusję, będąc gotowym na polemikę. W krajach rozwiniętych, mam tu na myśli nie tylko Polskę, w krajach nazywanych tu krajami logiki zysku, rzeczywiście znajdziesz wielu ludzi myślących nieschematycznie. Niemniej ten nasz zachłanny kapitalizm, krwiożerczy pęd konsumpcyjny generuje pewne stadne zachowania, pewną drogę ku sukcesowi. W krajach azjatyckich ciągle pielęgnowane są jeszcze inne wartości. Zajedź do Birmy, Laosu, Bangladeszu, Indonezji, zobaczysz o czym mówię. Ten świat niestety pod wpływem wzorców zachodnich coraz bardziej zanika. Może dlatego ciągle jeżdżę go szukać.
 
tealover
tealover - 2014-04-11 04:47
Zgadzam się z Tobą. Oczywiście, że ludzi idących pod prąd można znaleźć i tak kapitalistycznych krajach jak USA, ale to nie jest tam zwyczajne ani naturalne. To właśnie Azja wciąż twardo broni się przez nałożeniem tego zniewalającego chomąta w postaci pędu za pieniądzem, karierą, złudnym szczęściem, które upada prze pierwszym lepszym załamaniu gospodarczym.

Każdy Twój wpis mi się podobał, ale ten jest wyjątkowo... piękny. Tak, jest po prostu piękny :) Rozumiem, co czujesz, bo odczuwam to samo, dlatego coś wciąż pcha mnie do przodu, dalej, ponieważ nie potrafię odnaleźć się w rzeczywistości rozwiniętego kraju. Bo czy to Polska, czy Francja, czy nawet otwarte i przyjazne Włochy, jest dokładnie tak, jak napisałeś - narzucane są pewne zachowania stadne i chcemy tego, czy nie, do tych stnadardów jako społeczeństwo musimy się dostosowywać. Mi one nie odpowiadają, toteż wróciłam do Azji, obfitego źródła duchowości i szacunku.
I jeśli mam być szczera, ani trochę nie tęsknię za Europą. Ba, przestałam rozumieć, jak ludzie mogą chcieć tam żyć... chyba tylko z powodu przyjaciół i krewnych.

Czekam na następne przygody :)
 
wnieznane
wnieznane - 2014-04-11 10:58
Świetny wpis! Podpisuje się pod nim obiema rękami ,bo czuję dokładnie tak samo.
 
danach
danach - 2014-04-11 13:38
a może dlatego ,że możemy porównać szukamy tego innego świata i go doceniamy.
pozdrawiam, przyjemnie było z Tobą podróżować
 
zuzkakom
zuzkakom - 2014-04-19 15:44
Jeśli potraktować Azję i Europę stereotypowo, to jest w Twoich słowach dużo racji. Mimo wszystko czynnik ludzki jest bardziej skomplikowany, a do tego dochodzi tyle innych czynników wpływających na to jacy jesteśmy, głębocy duchowo czy żyjący powierzchownie. Patrząc na Wietnam, chociażby na moich współpracowników z biura, myślę że Saigon jest przerażająco konsumpcyjny, a ludzie niesamowicie materialni - taki urok wielkiej metropolii? Ale wystarczy pojechać do delty Mekongu żeby spotkać się z bezinteresowną życzliwością i dobrocią. Czy ludzi Ci są głębsi duchowo, trudno mi powiedzieć, bo bariera językowa nie pozwala na swobodną komunikację. Co mogę stwierdzić z pewnością - mimo życia pozbawionego wygód są SZCZĘŚLIWSI. Oj tak, bardziej niż większość ludzi których znam,tak w Wietnamie jak i Europie.

Powroty są ciężkie, ale dla podróżnika chyba zawsze będą, nieważne dokąd będzie wracał. Osiedlenie się w Azji dla mnie nie zabiło tej potrzeby przemieszczania się, rzucania się w nowe i nieznane sytuacje, poznawania nowych ludzi,zdobywanie doświadczenia, ciągłe sprawdzanie się. Wręcz przeciwnie - gdy już się oswoiłam z Saigonem nosi mnie bardziej niż kiedykolwiek, a urlopu raptem 14 dni w roku...

Twój wpis porusza kwestie które przynajmniej kilka razy w tygodniu dręczą moje sumienie emigrantki, więc pozwoliłam sobie przyjąć zaproszenie do dyskusji ;)
 
 
zwiedził 22.5% świata (45 państw)
Zasoby: 703 wpisy703 1164 komentarze1164 8814 zdjęć8814 0 plików multimedialnych0