Cywilizacja Majów, jedna z największych prekolumbijskich społeczności Świata, pozostawiła po sobie niesamowicie bogatą spuściznę. Spory jej szmat w postaci słabo już zachowanej do dzisiejszych czasów. Część jedynie zmaterializowanej w przypuszczeniach historyków, teoriach archeologów, rozszyfrowywanycb na podstawie nielicznych śladowo zachowanych zbiorów pisanych (jak choćby słynnej księgi Popol Vuh), hieroglifach , kamiennych stellach...Najdobitniejszym jednak świadectwem splendoru majańskiego Świata są ich kamienne miasta, zabudowane sięgającymi majańskich niebios świątyniami, obserwatoriami astronomicznymi, majańskimi piramidami. Na terenie chwalebnej bytności tej intrygującej mezoamerykańskiej cywilizacji, zwłaszcza w Gwatemali, ale i meksykańskim Jukatanie, w stanie Chiapas, w Belize, śladowo Hondurasie czy Salwadorze, zachowało się ich całkiem wiele. Mojej osobie, wielkiemu miłośnikowi historii, udało się całkiem sporo z nich spenetrować na swojej podróżniczej drodze przez Świat. Kilka wartych i wyczekujących odwiedzin niemniej ciągle na ich wizytację czeka...
W świadomości społeczności międzynarodowej najbardziej znanym miastem majańskim jest osławione, umiejscowione na liście 7 nowożytnych cudów Świata, jukatańskie miasto Chitchen Itza. Miejsce wyjątkowe, bez jakichkolwiek wątpliwości. Niemniej w stosunku do kilku innych majańskich miast nie mające nawet podejścia...
Najpiękniejszym, najbardziej spektakularnym miastem Majów, nie mam co do tego żadnych wątpliwości,
jest położone w tropikalnym, parnym, gwatemalskim Petenie, supermiasto majańskie
TIKAL. Rozmiarami, wizją, rozmachem, bije inne, na czele z Chitchen Itza, na łeb na szyję. Umiejscowione w środku peteńskiej dżungli, obrastane przez nią, oplatane niczym dusiciel swoją ofiarę, w końcu wydarte jej po latach mozolną pracą milionów łopat, siekier i niezliczonych funduszy UNESCO, zachwyca na każdym kroku.
Wizytowałem Tikal już po raz piąty. Po raz piąty byłem pod niesamowitym wrażeniem tego miejsca. Uwielbiam historię pisaną w kamieniu. Ta z Tikal przemawia do mnie w sposób niesamowicie przekonywujący i ilustracyjny. Widzę te wszystkie ponad stutysięczne tłumy zamieszkujące w czasach klasycystycznych to majańskie supermocarstwo, rzeźbiarzy detalicznie zdobiących portale świątyń Jaguara czy Masek, spływające krwią majańskie ceremonie tutaj się odbywające, sceny adekwatne do tych oglądanych w filmie Apocalypto, jak wyczytałem, wybranym ostatnio najlepszym filmem w historii kinematografii...
Uwielbiam wracać do Tikal. Przechadzać się traktami wyrwanymi z objęć dżungli, łączącymi największe ślady dziedzictwa Tikal - jego słynne Templo's, podziwiać panoramiczne widoki z obserwatorium astronomicznego Mundo Perfido, wsłuchiwać się w odgłosy wyjców zamieszkujących tereny tutejszego Parku Narodowego. Niesamowitym przeżyciem jest siedzenie na szczycie Templo IV, podziwianie prężnie i z dostojnością, pionowo sterczących ponad wierzchołkami dżungli, czubków innych piramid. Tutaj wyobraźnia najpiękniej rysuje w głowie majańskie wyobrażenia o czasach zamierzchłych. Tutaj pozwala odkryć w otchłaniach fantazyjnych myśli więcej niż te rzeczywiste z 14% odkrytych i mozolnie wyrwanych dżungli śladów wielkości dawnego majańskiego supermiasta.
Do Tikal zamierzam wracać jeszcze niejednokrotnie. To jedno z tych miejsc na naszym cudownym ziemskim padole, które nawet mimo wielokrotnych odwiedzin, mimo zdeptania tu dziesiątek kilometrów, nie nudzą i nie potrafią się znudzić. Onegdaj działa się tutaj Wielka historia, Tobie znana już tylko z książek i innych nośników informacji. Wizyta tutaj pozwala Ci dokolorować, dopowiedzieć wiele z jej tajników. Mnie, jako miłośnika historii, takie miejsca niesamowicie fascynują i ciekawią...