Geoblog.pl    milanello80    Podróże    Azja 2011/2012 (Laos, Kambodża, Wietnam )    Pod urokiem Luang Prabang
Zwiń mapę
2011
06
gru

Pod urokiem Luang Prabang

 
Laos
Laos, Luang Prabang
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 14084 km
 
Jeszcze jestem w Luang Prabang. Miasto trzyma mnie w swoich objeciach i nie chce puscic :)

Tak na powaznie, sa dwa powody, dla ktorych ciagle tu jestem. Pierwszy to miasto sensu stricte i jego okolice. Jest ono na tyle piekne i zasobne w atrakcje, ze nie sposob go opuszczac, nie doswiadczajac tego, co ma do zaoferowania. Planowalem zreszta tutaj swoj dluzszy pobyt :) Dwa, obecnie odbywa sie tu festiwal filmowy. Kazdego wieczoru puszczane sa na wielkim ekranie filmy produkcji azjatyckiej, glownie laotanskiej. Trzeba przyznac, ze niektore z nich sa rzeczywiscie niezwykle ciekawe.



Pozwiedzalem sobie starowke wzdluz i wszerz. Bylem w Royal Palace Muzeum, najslynniejszej chyba swiatyni miasta - Wat Xieng Toung, kilku innych rownie urokliwych swiatyniach, wreszcie podziwialem panorame miasta z centralnie polozonego wzgorza Phou Si. Najbardziej chyba zaskarbil sobie moja uwage cowieczorny night market w centrum miasta. Rekodziela tu co nie miara. Az oczu nie idzie nasycic, tyle wspanialych towarow wystawiono do sprzedazy. Oj gdyby tylko budzet byl zasobniejszy :)



Pojechalem tez poza okolice miasta. Wraz z Chinka z mojego guesthouse'u udalismy sie do wodospadow Tat Sae. Sama wycieczka ciekawa. Po odstawieniu mojego jednoslada na parking, ruszylismy lodzia ku docelowemu wodospadowi. Chyba samo plyniecie posrod dzikego lasu deszczowego bylo najwieksza atrakcja wyprawy. Sam wielokaskadowy wodospad moze i ladny, ale po zobaczeniu poprzedniego dnia majestatycznego wodospadu Kouang Si, natrafia sie na lekkie rozczarowanie. Generalnie wodospad Kouang Si wywarl na mnie zdecydowanie wieksze wrazenie. Warto, bedac w okolicy wodospadu Tat Sae odwiedzic zapomniany przez swiat grob Henriego Mahouta. Nazwisko pewnie malo mowiace, a przeciez to odkrywca w bezkresnej kambodzanskiej dzungli kompleksu slynnych swiatyn Angkor.

Kolejnego dnia udalismy sie, czulem sie troche jak taxi, ale o tym pozniej, do jaskin Pak Ou na Mekongu. Mozna doplynac tam lodzia po Mekongu z samego Luang Prabang, mozna tez, jak my to uczynilismy, dojechac motorkiem i nastepnie przeplynac lodka okolicznego rybaka na druga strone. Wycieczka byla niesamowicie zasobna w widoki. Gdzie nie popatrzec rozposcieraly sie gorskie pejzaze wzbogacone o malowniczo wijacy sie wokol Mekong.

Sama towarzyszka, no coz, nigdy zbytnio nie palalem miloscia do Chionczykow. W Malacce jeden najechal mi na stope, w Cameroon Highlands inny nie dal sie wyspac, gdzie indziej grupa chinskich pstrykaczy fotek zaklocala spokoj. I moja towarzyszka, nie wzbudzila we mnie pozytywnych emocji. Nie jako wprosila sie na moj jednoslad. Nie stanowiloby to problemu, gdyby nie fakt, ze chciala sie zarzadzac na moim jednosladzie (prawie jak pewna dama z Havierzowa :)). W dodatku nie miala w sobie na tyle klasy, by choc podzielic sie kosztami paliwa. Kiedy dzisiejszego dnia nakazala mi zawiezc sie pod wodospad Kouang Si, pod ktorym bylem 3 dni temu, nie wytrzymalem. Nie zamierzam robic za taxi. Ba, taksowkarz ma przynajmniej z tego korzysci. Oj, prosze sie nie dziwic, ze nie mam dobrego zdania o Chinczykach.

Co innego Laotanczycy. To niezwykle mili, goscinni i pomocni ludzie. Nie moge poki co powiedziec zlego zdania o nich. Znajomy laotanczyk zawiozl moj motor, bezinteresownie, na przeglad. W guesthousie z kolei pracuje jedna sympatyczna, w dodatku calkiem ladna Laotanka. Az rwie sie by sluzyc pomoca, wyprac pranie, usmiechajac sie przy tym uroczo. W jej oczach, jak w wielu laotanskich, widac taka prawdziwa, czysta Azje. Az przyjemnie w nie patrzec...


Jutro opuszczam Luang Prabang, jade ku polnocy. Jeszcze tu za kilka dni w drodze powrotnej wroce...
Przynajmniej tak zakladam :)



P.S. Urodzinowe zyczenia dla Ani z Laosu. Wszystkiego najlepszego kuzyneczko :) Zycze doznawania takich uniesien serca, jakich ja doznaje tu w Laosie. Dlatego nie bede zyczyl spelnienia materialnych pokus, te duchowe, czego doswiadczam tu w Laosie, sa zdecydowanie bardziej przyjazne sercu. Pozdrawiam

 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (20)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (4)
DODAJ KOMENTARZ
wujo ze Skoczowa
wujo ze Skoczowa - 2011-12-07 21:37
fajne zdjęcia szkoda że nie pokazałeś chinki i laotanki
 
wnieznane
wnieznane - 2011-12-08 14:32
:))) Miałem dokładnie takie same przygody z chinczykami. Jeszcze u siebie w kraju są do polubienia, a jak się na nich trafia poza granicami Chin to po tych spotkaniach człowiek trzyma się już od nich z daleka :)
 
c.ola
c.ola - 2011-12-09 19:39
Cieszymy się, że Laos ci się podoba a ludzie życzliwi. U nas na razie oczekiwanie na Święta, a pogoda jakoś diametralnie inna!! Z ciekawością śledzimy relacje. Pozdrawiamy
 
agatka
agatka - 2013-08-12 02:45
to I ja dopisze zla note o chinczykach jaka doswiadczylam na safari, rowniez nigdy wiecej.
 
 
zwiedził 41.5% świata (83 państwa)
Zasoby: 1099 wpisów1099 1494 komentarze1494 14333 zdjęcia14333 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróżewięcej
27.04.2024 - 02.05.2024
 
 
24.11.2023 - 26.03.2024
 
 
04.11.2023 - 06.11.2023