Geoblog.pl    milanello80    Podróże    Azja 2013/2014 (Filipiny, Singapur, Bangladesz, Indie)    Buddyjskie rozważania u podstaw
Zwiń mapę
2014
20
lut

Buddyjskie rozważania u podstaw

 
Indie
Indie, Bodhgaya
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 23536 km
 
Kolejna moja indyjska destynacja znajdowała się o prawie 500 kilometrów od Kalkuty, w bardzo biednej prowincji Bihar. Miejsce to zasłynęło w historii jako teren na którym praktykował, szukał swej własnej drogi życia sam Budda. Będzie zresztą obszernie o tym trochę niżej. By się tam dostać musiałem skorzystać z transportu kolejowego. Łatwo się mówi. W Indiach dziennie podróżuje około 20 milionów ludzi. Proszę tylko sobie wyobrazić te liczby. Ponad połowa społeczeństwa naszego kraju. Nie dziwota, że zakup biletu nie należy tu do czynności zbyt prostych. Bilety czasem wykupione są już z ponad tygodniowym wyprzedzeniem. Już pierwszego dnia pobytu w Kalkucie odwiedziłem biuro oddziału kolejowego dla cudzoziemców, które zawsze dzierży specjalną pulę biletów dla obcokrajowców. Podróżowałem wagonem nazywanym w Indiach sleeperem. W 80 osobowym przedziale pełnym Indusów byłem jedynym obcokrajowcem. Odbyłem ciekawa rozmowę z dosyć inteligentnym, młodym chłopakiem, który wracał z Kalkuty ze spotkania z dziewczyną, którą poznał uprzednio przez internet. Mimo, że oboje mają się ku sobie, nie widzi on możliwości wspólnego życia w przyszłości. Jako osoba z wyższej kasty nie może ożenić się z kochaną dziewczyną. Ojciec wyrzuciłby go z domu i wydziedziczył jednocześnie. Cóż, Indie, tutaj zachodnia logika, nie znajduje racji bytu...
Położyłem się spać z obawami, czy aby rano ciągle będę właścicielem swego bagażu. Wymarzłem niemożliwie, bliskość Himalajów daje się w znaki, choć głównie tylko nocą. W nocnych pociągach w Bangladeszu komfort podróży był zdecydowanie wyższy.
Do miasta Gaya, jednego z większych ( ok 400 tys.mieszkańców) w prowincji Bihar, dotarłem wczesnym rankiem. To, co ujrzałem nie przypominało już Indii w wydaniu Kalkuty. Trafiłem raczej na podręcznikowe, stereotypowe, typowo indyjskie Indie. Z absurdalnym syfem na ulicach, krowach i ich odchodach na każdym kroku, ludziach załatwiających swe potrzeby fizjologiczne, nawet te większego kalibru, wprost na ulicy. Zrozumiałem, co to znaczy być w Indiach. Pewnie nie raz będę się odwoływał do realiów znanych mi z Bangladeszu, by opisać indyjską rzeczywistość. W końcu to dwa kraje o zbliżonych wydawałoby się standartach podróżniczych. Indusi lubią się naśmiewać z mieszkańców Bangladeszu, uznając się za zwyczajnie lepszych od nich. Pewnie w ten sposób leczą swe własne kompleksy. Nie będę póki co wysnuwał żadnych wniosków odnośnie Indii, raptem je liznąłem w kilka dni. Niemniej nie widziałem nigdzie w Bangladeszu takiego syfu, takiej liczby żebraków, takiego zbydlęcenia, zezwierzęcenia, jak właśnie tutaj. Spodziewam się, że takie widoki zwyczajnie staną się dla mnie powszednimi. Cóż, jestem w Indiach...
Moim docelowym miejscem była położona w pobliżu miejscowość Bodhgaya. Znacznie czystsza, pewnie dlatego że to miejsce pielgrzymek buddystów z całego świata, choć równie pełna żebraków i natrętnych,wszelkiego rodzaju, naganiaczy. Bodhgaya zasłynęła na turystycznej mapie jako miejsce związane z osobą księcia Siddharty Gautamy, szerzej znanego światu jako Budda. To właśnie tutaj, przed ponad 2600 laty, medytując pod drzewem bodghi, doznał on oświecenia, formułując swą filozofię. Któż by wówczas przypuszczał, że stanie się ona drogą życia dla tak wielu wyznawców jego nauk. Wielki indyjski władca, cesarz Asoka, urzeczony naukami Buddy, wzniósł w III wieku, dla upamiętnienia tego doniosłego dla buddyzmu zdarzenia, okrągłą stupę. Gruntowna przebudowa z VII wieku nadała jej obecną formę. Najazd muzułmański z XI wieku sprawił, że miejsce to popadło w kompletne zapomnienie. Dopiero pod koniec XIX wieku zostało ponownie odkryte dla współczesności przez birmańskich mnichów. Dziś, jako miejsce o kultowym znaczeniu dla społeczności buddyjskiej stało się miejscem pielgrzymek wyznawców tej religii z całego świata. Poszczególne kraje kręgów kultury buddyjskiej umiejscowiły zresztą tutaj swoje własne buddyjskie klasztory i monastery, starając się praktykować u samych źródeł buddyzmu. Znaczenie miejsca dostrzegła i UNESCO umieszczając cały kompleks świątynny Mahabodhi Temple na liście miejsc zasłużonych dla ludzkości.
Świątynia Mahabodhi prezentuje się imponująco. Wysoka na 54 m, fantazyjnie ozdobiona motywami z życia Buddy, skrywa wewnątrz złoty posąg Buddy z X w. W jej otoczeniu rośnie potężne drzewo bodhi, potomek oryginalnego drzewa, pod którym Budda doznał oświecenia. Oryginalne drzewo zostało zatrute przez żonę cesarza Asoki, zazdrosną że spędza on w jego otoczeniu tyle czasu. Udało się odratować sadzonkę, którą córka cesarza wywiozła na Sri Lankę. Miałem zresztą okazję oglądać to wielowiekowe drzewo w cejlońskiej Anuradhapurze. Stamtąd ponownie przywieziono sadzonkę do Bodhgaya, dla upamiętnienia protoplasty drzewa tak zasłużonego dla buddyzmu. Pod jego rozległymi konarami medytuje wielu mnichów, wyznawców buddyzmu z całego świata, skupionych, recytujących mantry, czytających nauki Buddy. Prostota formy, stonowana atmosfera, dźwięki buddyjskich dzwonków, młynki mandali w rękach ludzi, buddyjskie szaty mnichów, ich zgolone głowy, palące się kadzidełka, wszystko to zachwyca, skłania do wzięcia udziału w medytacjach, ceremoniach. Na każdym kroku wyczuwam doniosłość miejsca. Coś czego nie jestem w stanie doświadczyć w żadnych innych świątyniach. Porównuję to do widzianych dnia poprzedniego rytuałów z hinduskiej świątyni Kali, gdzie krew zarzynanych kóz lała się strumieniami. Gdzie szał, amok w oczach obecnych zdumiewał, porażał. Gdzie logika człowieka XXI wieku, jego racjonalny sposób rozumowania nie miał racji bytu. Buddyzm jest inny, wyważony, stonowany, filozoficznie racjonalny. Może dlatego tak wielu ludzi tu przybywa szukając własnej drogi, odpowiedzi na pytania. Może dlatego buddyzm jest tak szalenie modny. Może dlatego zyskuje tylu nowych wyznawców, zwłaszcza wśród ludzi zachodniego świata. Siedząc w miejscu, gdzie Budda doznał oświecenia rozmyślałem wiele w tej materii. Mimo, że podzielam zdanie samego Dalajlamy, twierdzącego że takie nawracanie się na nową wiarę nie jest dobrą rzeczą. Człowiek wywodzi się z odpowiedniego kręgu kulturowego, wykraczając poza wprowadza zamęt w swój umysł. Gdybym jednak miał wybrać drogę mi najbliższą, nie religię - buddyzmu za taką nie uważam, najbliższą byłaby mi filozofia buddyjska. Łapie się zresztą na tym, że odkąd zacząłem podróżować w kraje kręgów buddyjskich wiele sobie z tej filozofii przyswoiłem. Z niepodważalnym zyskiem dla budowania mojej osobowości.
Z miejsc bardziej przyziemnych muszę wspomnieć o dwóch faktach. W Bodhgaya znajduję się wspaniała restauracja tybetańska (Om Tybet Cafe) serwująca specjały kuchni tybetańskiej, pierożki momo, hummus, chleb tybetański. Pyszne jak cholera :)
Drugi fakt, spotkałem tu na miejscu 22 osobową grupę studentów buddologii z Krakowa (UJ). Bardzo miło mi się z nimi konwersowało.

P.S. Jeszcze fakt trzeci. Umiem sobie odmówić wielu rzeczy. Prostytucji, spożywania alkoholu, hazardu. Nie umiem jednego. Mam słabość do antyków, rękodzieła. Indie w tej kwestii są studnią bez dna. Niestety odbywa się to z kosztem dla mojego portfela i pleców. Plecak zaczyna ciążyć niesamowicie. A tyle jeszcze drogi przede mną...
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
wiza do Indii
Wybierasz się tam? Będzie ci potrzebna wiza do Indii. W Geoblogu możesz ją zamówić z dostawą do domu! Zobacz cenę wizy do Indii, oferujemy najniższe stawki pośrednictwa w uzyskaniu wiz.
Zdjęcia (25)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (2)
DODAJ KOMENTARZ
pz
pz - 2014-02-23 12:48
hummus to kuchnia bliskowschodnia :)

hehe, jak masz zamiar jechac do Agry to wiekszego syfu i takiej ilosci naciagaczy nie widzialem nigdzie indziej (moze teraz jest inaczej bylem tam z 5lat temu), nie na darmo sie mowio o Taj Mahal, ze to perła w gnoju, ale sama budowla prze piekna :)
 
milanello80
milanello80 - 2014-02-27 05:39
z tym hummusem się zagalopowałem, Racja
W Agrze będę, być w północnych Indiach i nie być w Agrze , toż to świętokradztwo
 
 
zwiedził 22.5% świata (45 państw)
Zasoby: 703 wpisy703 1165 komentarzy1165 8814 zdjęć8814 0 plików multimedialnych0