Galapagos jest dla mnie dobitnym przykładem, że jak się mocno marzy, to się, rzecz jasna nie tylko siłą woli, da... Jeszcze dwa lata temu o Galapagos tylko marzyłem. O odwiedzinach tego najbardziej zasobnego w endemiczne okazy kawałka Świata. Tego muzeum ewolucji, darwinowskiego laboratorium, owych wysp Zaczarowanych, jak też zwano je w przeszłości.
Wyspy Galapagos to jedno z najbardziej endemicznych miejsc Świata. Są domem dla jednych z najwyższych poziomów endemizmu (gatunków, których nie można znaleźć nigdzie indziej na Ziemi) na całej planecie. Około 80% ptaków lądowych, które zobaczysz, 97% gadów i ssaków lądowych oraz ponad 30% roślin jest endemicznych. Ponad 20% gatunków morskich na Galapagos nie występuje nigdzie indziej na Ziemi.
Musiały to być marzenia na tyle silne, że udało mi się te cudowne, znacznie odizolowane od reszty Świata wyspy, odwiedzić już po raz 5ty. Po raz 5ty doświadczyłem, jakim cudownym miejscem są wyspy Galapagos. Jakże słusznie można uważać je za aspirujące, choć ciągle jest w tej kwestii wiele do zrobienia, do miana wzorcowego przykładu harmonii przyrodniczej, ponadgatunkowej koegzystencji i współdzielenia wspólnego środowiska człowieka ze światem przyrody. Nigdzie w Świecie czegoś takiego nie doświadczyłem. Miejsca, gdzie priorytety człowieka niekoniecznie są egzaltowane kosztem świata przyrody. Gdzie temu drugiemu danym jest współdzielenie z człowiekiem wspólnej życiowej przestrzeni, z jak najmniejszym dla owych uszczerbkiem. Galapagos w tej kwestii od lat we wzorcowy sposób wyznacza światu drogę. Cieszę się, że jest mi regularnie danym być piechurem na owej drodze...