Ciąg dalszy pustynnych, choć nie tylko, klimatów Peru. Raptem trzy godziny (z groszem) drogi w kierunku południowym od Limy, znajduje się całkiem ciekawy ku wizytacji, zwłaszcza mając na uwadze aspekty przyrodnicze,
Rezerwat Narodowy Paracas. Obejmuje on swoją ochroną, na powierzchni 3350 km2, obszar zatoki i półwyspu Paracas oraz okolicznych wysp wraz z najsławniejszymi z nich -
wyspami Ballestas. Miejsce to niezwykle zróżnicowane bioróżnorodnie.
Zimny prąd morski Humboldta opływający peruwiańskie wybrzeże przynosi w te tereny niesamowite bogactwo świata fauny. Na tyle, że wspomniane wyspy Ballestas zwykło się nawet określać mianem
"peruwiańskiego Galapagos". Określenie to zdecydowanie na wyrost. Raz, że próby równania do sławnych Galapagos, miejsca absolutnie topowego na Świecie pod względem bioróżnorodności, nie jest w stanie znieść praktycznie żadne miejsce w Świecie. Dwa, nawet naginając rzeczywistość, porównywanie wypada zdecydowanie blado. Trzy, sposób pokazywania świata przyrody w tym miejscu, urąga wysokim standardom podziwiania przyrody, jak to ma miejsce na Galapagos. Tutaj ma to charakter wręcz masowy i komercyjny. Nijak nie mogłem rozkoszować się tu podziwianiem przyrody, w sposób w jakim było mi danym czynić to na Galapagos. Jedynym pozytywem, który wyniosłem z wycieczki łodzią ku wyspom Ballestas, był fakt spotkania cudownych
pingwinów Humboldta, tutaj właśnie zamieszkujących. To już czwarty gatunek pingwina, które spotkałem w trakcie tegorocznej zimówki w Ameryce Południowej (pingwiny królewskie i magellana w Patagonii oraz równikowe na Galapagos). Ptaki to niebywale wdzięczne, fotogeniczne i przyjemne do podziwiania... Spora kolonia uchatek również przyciągała oko, choć po bliskich (sic!) spotkaniach z nimi na Galapagos, podziwianie ich tutaj z pokładu zatłoczonej łodzi, już nie robiło aż takiego wrażenia.
Zwiedziłem też rezerwat Paracas od strony lądowej. Kilka okolicznych plaż może przypaść do gustu, czy to swoimi kolorami, urokliwymi lagunami, czy całkiem naturalnym charakterem. Niemniej generalnie miejsce to, na osobie zaprawionej w podróżniczych bojach, jakoś wybitnego wrażenia zrobić nie mogło. Bo i atutów, ku temu zbytnio mieć nie miało. Ot, odwiedzić, zobaczyć...