Mam ostatnio wiele okazji wizytować amazońskie dzikie rubieże Ameryki Południowej. W zasadzie poza boliwijską częścią Amazonii byłem już w jej wszystkich częściach. W peruwiańskiej Amazonii miałem już okazję być onegdaj, w samym Iquitos, nad samą królową rzek Amazonką. Tym razem odwiedziłem peruwiańską Amazonię w pobliżu granicy boliwijsko-brazylijskiej. U styku rzek Tambopata i Madre de Dios, w okolicy miasta Puerto Maldonado, znajduje się całkiem sprawych rozmiarów (275 tys. ha) dzika ostoja amazońskiej przyrody w postaci
Rezerwatu Narodowego Tambopata. W rezerwacie żyje ponad 1000 gatunków motyli, około 100 gatunków ssaków, około 600 gatunków ptaków, a także setki gatunków drzew i roślin. W rzeczywistości rezerwat ten i otaczający go region stanowią jedne z najbardziej zróżnicowanych biologicznie miejsc na świecie. Dzikiego zwierza tym samym tu całkiem sporo, choć rzecz jasna naszukać się go trzeba dosyć mozolnie. Ów, co zrozumiałe, niezwykł zbyt chętnie prężyć i wdzięczyć się ludzkiemu oku...Co nieco mimo to udało się podpatrzyć.
Niewątpliwym bonusem tego miejsca jest naturalna lizawka ziemna tzw.
collipas, do której zwykły przylatywać masy papug, głównie multikolorowych ar, by uzupełniać tutaj niedobory soli i inne minerały w organiźmie. Miejsce jedyne w swoim rodzaju i trudno spotykane gdziekolwiek indziej. Sam Park bardzo ciekawy, choć zazwyczaj największą estymą darzę te, gdzie przyrodę podziwia się zdecydowanie częściej z pokładu łodzi (moje ulubione Cuyabeno w Ekwadorze czy Tanjung Puting na Borneo) niż tylko podczas multigodzinnych trekingów przez błoto, chaszcze i krzaczory. Amazonia mimo swoich trudności, pogryzień przez komary, parności, wilgotności to miejsce unikalne w skali naszej planety. Uwielbiam wracać na jej łono, przełączać swój tryb życia na slow motion... Zapewne nie raz będę tu jeszcze wracał. Póki co, w ramach mojej tegorocznej prawie pięciomiesięcznej podróży po tym kontynencie to ostatnia wizyta na amazońskim łonie. Na kolejne przyjdzie czas w przyszłości..