Wyskoczyłem znów, o co nie zawsze łatwo w tej części Świata,
poza szlak. Na wyspy, o których zapewne za bardzo nikt nie słyszał. Ręka do góry, jeżeli się mylę... Karaiby, turkusowe morze, piękne plaże, ciekawe życie podwodne. Ktoś zapewne napisałby, że raj. Modne to w dzisiejszym czasie opisywanie rzeczywistości, zwłaszcza z pozycji podróżniczego nuworysza. Mnie podróżowanie latami po Świecie nauczyło, że
raju nie ma... A przynajmniej nie na tej, zamieszkiwanej przez nas, jakby nie było cudownej, planecie...
Na
nikaragueńskie Wyspy Kukurydziane (Corn Islands) dociera raptem garstka turystów. Miciupeńka garstka. To najpiękniejsze i najbardziej dziewicze, przy tym wielce autentyczne, wyspy karaibskie Ameryki Środkowej. Wizytowałem sporo z karaibskich wysepek tego regionu Świata, wiele z belizyjskuch Cayo, miniaturowe San Blas w Panamie, osławione hipisowskie Bocas del Toro, honduraski Roatan, nawet oddalone o kawał drogi od matki żywicielki kolumbijskie San Andres i Providencia. Wszędzie tam już w mniejszym lub większym stopniu, ale dotarła, niestety, masowa turystyka, czyniąc z miejsc unikalnych destynacje przesiąknięte logiką zysku. Świat się ekspresowo zmienia, konsumpcjonizm stał się plagą, również ten turystyczny. Coraz ciężej przychodzi mi znajdowanie miejsc wolnych od jego przywar.
Klatki, wszędzie klatki. Drewniane, solidnej konstrukcji, niektóre już po przejściach, doświadczone zębem czasu. Na połowy homarów. Biznes homarowy to podstawa gospodarki tych wysp. Nie dziwota, że idzie tu zjeść homara za równowartość dwudziestu kilku złotych (taniej jadłem tylko na Kubie). Oprócz tego nie najgorsze jak na tę część Świata (do dalekiej Indonezji bez porównania) życie podwodne, ze zniszczonymi, choć zasobnymi w podwodnego zwierza rafami koralowymi. Piękne, nawet nadzwyczaj piękne plaże, takie z windowsowskich pulpitów, tych do których zwykło się wzdychać podczas zimowej europejskiej traumy.., I klimat, szczególnie na mniejszej z wysp -
Little Corn Island, miejsca z autentycznego końca Świata. Brak tu dróg, pojazdów mechanicznych, tego pośpiechu świata zachodniego. Totalne zapomnienie, trudności logistyczne w dotarciu tutaj, nikła świadomość o istnieniu tych wysp, sprawiają że te rajskie przymioty mają tutaj rację bytu w stopniu większym niż w przeważającej większości miejsc centroamerykańskiego kontynentu.