Straszyli tą
Sani Pass. Koniecznie 4x4. Inaczej nie da rady. Przy drogach w interiorze kraju, to jak idealna,płaska, świetnie wyprofilowana autostrada. Przez interior kraju
90 kilometrów zajęło nam 5 godzin. A to tylko wycinek drogi,którą w tym kraju mieliśmy do pokonania. Dziury, dziurzyska, koleiny, wielkości lejów po bombach. Taki głowę męczący heavy metal... Każdy metr wydarty z.mozołem. ...Oj, dały nam popalić drogi w głębi Lesotho...
Do
Lesotho, "królestwa w chmurach", kraju położonego w całości na minimum ponad 1400 m ponad poziomem morza, co sprawia że pod tym względem to
najwyżej położony kraj Świata, wjechaliśmy słynną przełęczą Sani Pass. Widoki były obłędne, łamane przez mega obłędne. Wyniosłymi epitetami można sypać dowolnie Potężne Góry Smocze wyrastały wysoko ponad horyzont, wypłaszczając się u góry niczym płaskie blaty stołów. Tam na ich zwieńczeniach zasiadło królestwo Lesotho, od połowy XIX wieku dzielnie broniące swojej suwerenności przed zakusami kolonialnych i nie tylko łupieżców.
Pokonując Sani Pass mogłem w końcu odwiedzić ten od dawna planowany kraj. W nagrodę zakosztowałem lokalnego piwka Maluti i pysznego steku
w najwyżej położonym barze w Afryce (2874 m).
Dalej ruszyliśmy w głąb kraju, kilkukrotnie przekraczając granicę 3 tysięcy metrów. Pierwszego dnia, jak wspominałem wyżej, drogami ewidentnie nieprzyjaznymi. Później, w kolejnym dniu, było już w tym względzie lepiej.
Lesotho to zdecydowanie biedniejszy brat sąsiedniej Południowej Afryki. Zbyt wielu tak ubogich krajów na swej podróżniczej drodze nie napotkałem. Pasterstwo parzystokopytnych, różnej maści, to główny zawód w tym kraju. Podobnież nie widziałem tylu żebrzących o jałmużnę dzieci...Przyrodniczo Lesotho bardzo przypadło mi go gustu. Widoki na potężne Góry Smocze, rozległe doliny, malutkie wioseczki przycupnięte na ich skraju, zachwycały wraz z każdym pokonywanym zakrętem. A tych, uwierzcie mi, było sporo. "Królestwo w Chmurach" ponad chmurami rozgościło się w najlepsze, choć śladowo próbując pisać swą rzeczywistość niezależnie od tej ze świata położonego poniżej granicy chmur. Tutaj, na ziemiach ludu Sotho, w krainie pasterzy odzianych w grube koce basotho, w charakterystyczne czapki mokorothlo, ciągle pęd świata zachodniego,proces cywilizowania Świata niecywilizowanego, dociera nad wyraz wolno. Może pokonanie przełęczy Sani i dlań nie jest rzeczą aż tak prostą...A.może.nie dysponuje, niezbędnym ku temu napędem 4x4...